Zacznijmy pracę dla Polski – wywiad z Samuelem Rodrigo Pereirą

Samuel Rodrigo Pereira @instagram

Samuel Rodrigo Pereira @instagram

Próbując zrozumieć dzisiejszą scenę polityczną w Polsce, błądziłam trochę jak we mgle. Od jakiegoś czasu dochodziły mnie wiadomości o nowych formacjach powstających na prawicowej opozycji, o prawicowych manifestacjach i demonstracjach – jednak trudno było mi ocenić skalę i siłę ich oddziaływania.  Obserwowałam jednak rosnące przerażenie i panikę w komentarzach dziennikarzy z mainstreamowej prasy. Więc, gdy moja znajoma umieściła na swojej stronie facebookowej tekst Tomasza Lisa pt. „Zanim nas złapią za mordę”, przeczytałam go – i w pierwszej chwili przestraszyłam się. Po chwili zastanowienia pomyślałam jednak sobie, że obraz polskiej opozycji prawicowej jawi się tam tak czarno i przerażająco, że aż niewiarygodnie. A moją misją samozwańczego poszukiwacza prawdy powinno być, aby przyjrzeć się głębiej temu zjawisku.

W ten sposób trafiłam na jedną z wchodzących gwiazd ruchu prawicowego w Polsce, Samuela Rodrigo Pereirę. Dziennikarz m.in. Gazety Polskiej Codziennnie, współtwórca Hipster Prawicy, wizualne skrzyżowanie Johnnego Deppa z Che Guevarrą, o olbrzymiej sile spokoju, który nie kryje się ze swoimi konserwatywnymi poglądami i głeboką wiarą – i nie boi się uczciwej dyskusji. Byłam szczęśliwa, gdy zgodził się odpowiedzieć na kilka moich pytań.

Cosmopolla: Jest Pan jedną z najbarwniejszych i najbardziej wyrazistych postaci w polskim środowisku prawicowym, nie tylko za sprawą Pana poglądów, ale również…. nazwiska, które nie ma polskiego brzmienia i od razu powoduje pytania o Pana pochodzenie. Czy mógłby Pan to wyjaśnić: kim jest i co robi Samuel Rodrigo Pereira?

Samuel Rodrigo Pereira: Jestem obecnie dziennikarzem, nic mniej, nic więcej. Jednocześnie zwolennikiem dziennikarstwa uczestniczącego. Co to znaczy? To być obywatelem nieobojętnym na to, co się w Polsce i w Europie dzieje, mówić głośno, gdy dzieje się źle. By jednak zachować rzetelność warsztatu, za wszelką cenę staram się oddzielać informację od opinii, publicystyki.

Jeśli ktoś mówi, że jestem „barwną osobą”, powinienem spytać, co to znaczy. Barwne są pawie w Łazienkach w Warszawie….  Już na serio, jeśli chodzi o „wyrazistość”, to jest ona naturalną kwestią charakteru, temperamentu.  Czasem chciałbym „zmądrzeć, spać w czystej pościeli, świeże mleko pić”, ale to byłoby po prostu sztuczne.

Tak, jestem przekonany, że jeśli my, dziennikarze, nie będziemy uczciwie stawiać pewnych spraw i ujawniać swoich poglądów, to nie możemy wymagać od widza i słuchacza zaufania. Szczerość i uczciwość – to gwarancja zachowania dobrej „marki”.

Pyta Pani o pochodzenie – nie kryję się z tym, że oprócz polskiego, mam również pochodzenie portugalskie. Mój ojciec jest Portugalczykiem, a więc i ja. Mając dwa obywatelstwa, tutaj mieszkam od urodzenia, tutaj działam, jak mogę dla dobra wspólnego i nawet, jak rozmawiam po portugalsku, to myślę po polsku.

C: Ostatnie badania opinii publicznej wskazują, że prawica w Polsce zyskuje coraz większą popularność. Prawica, czyli partia PIS. Ale przecież prawica, to dużo więcej, to wręcz cały wachlarz: od środowisk katolickich, związanych ściśle lub mniej z Radiem Maryja do tzw. „kiboli” i NOP-owców. Mam wrażenie, że najczęściej wkłada się te różne odłamy do jednego worka. Czy mógłby Pan opisać, jakie są części składowe, czy może ugrupowania prawicy polskiej w tej chwili? Z kim Pan najbardziej się identyfikuje?

SRP: Popularność prawicy w Polsce to nic nowego. Lewica wciąż kojarzy nam się z rzeką krwi, jaką Polacy przelali najpierw walcząc z narodowym socjalizmem Hitlera, później komunizmem Stalina i jego następców. Zresztą sama lewica, nie odcinając się od morderców pokroju Jaruzelskiego, podtrzymuje te skojarzenia przy życiu. Ale wracając do tego, czym jest i jak się dzieli prawica w Polsce, to w tym miejscu mógłbym zamieścić długą analizę prawicy, ale ani nie ma na nią miejsca, ani nie sądzę, bym był odpowiednią osobą, by tej analizy dokonywać.

Zamiast tego, spróbuję krótko i na ile mogę maksymalnie obiektywnie opisać stan tego prawicowego „worka”.  Otóż w Polsce mamy narodowców, wśród których są agresywni i narwani ludzie – którzy służą, jako medialny obrazek tego środowiska i całej prawicy w ogóle – ale narodowcy to też pozytywistyczni działacze na miarę dzieci Dmowskiego. Poza tym, niezwykle aktywni są tutaj zawodowi politycy, w złym tego słowa znaczeniu, czyli posługujący się „narodową wrażliwością” tylko po to, by zdobyć pożądane polityczne stanowisko. Wcześniej spalili sobie inne mosty, więc próbują tutaj. Obecnie narodowcy nie są silniejsi, niż byli np. za Giertycha, choć trzeba zauważyć, że ta grupa jest coraz młodsza. Ma to swoje plusy (nowa, świeża krew, kreatywność), ale i minusy, (brak politycznego doświadczenia, nerwowość ruchów i pretensjonalność).

Nie jest tajemnicą, że się z nimi nie zgadzam, ale staram się raczej przychylnie przyglądać i krytykować, gdy rzeczywiście jest ku temu powód. Moje poglądy to po kolei: Bóg, Honor, Ojczyzna. Dokładnie w tej kolejności, nie na odwrót. Ważne jest wiedzieć i umieć ustawić sobie priorytety.

Oprócz tego w Polsce mamy niemałą grupę tzw. Kolibrów, czy też korwinistów. Od niedawna zaczęli się od Janusza Korwina-Mikke odcinać i mam wrażenie, że zaczyna ich reprezentować Przemysław Wipler. Wielu korwinistów w swoim życiu poznałem, znam do dziś i muszę niestety powiedzieć, że charakteryzuje ich niski poziom empatii (pogarda do biednych, bezrobotnych to ich grzech główny) i bardzo wysoki poziom abstrakcji i myślenie utopijne, czyli mówiąc krótko: ich poglądy są odrealnione. To wielka strata, bo to są młodzi, inteligentni, pełni ambicji i sensowni ludzie. Marnują swój potencjał. Warto pamiętać, że Polska, to nie Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Chile. Polska to Polska, z jej problemami i możliwościami.

I na koniec: największa grupa na prawicy, czyli (umownie rzecz ujmując) elektorat PiS-u. Mam tu na myśli zarówno twarde jądro tej grupy wyborców, jak i tych, którzy do PiS-u mają ogromny dystans, ale wiedzą, że ta partia reprezentuje poglądy im najbliższe. Konserwatyści. Przywiązani do tradycji, religii, ale i nowoczesnego i podmiotowego podejścia do polityki europejskiej. Oczywiście, jeśli mówimy o grupie kilkumilionowej (plus ci „pisowcy”, co zostają w domu), to łatwo o uproszczenie. Jest to ogromna grupa ludzi: młodzi, starzy, całe rodziny i – znając naszą pryncypialność na prawicy – mogę zaryzykować tezę, że każdy ma na swój sposób odmienne poglądy.

Moim zdaniem poglądy konserwatywne to w Polsce wciąż poglądy najrozsądniejsze i są mi najbliższe. Odwołują się do idei: zmieniaj mądrze i tylko tyle, ile trzeba. To ma sens. Ważne, by nie uciekając od polskich realiów, być innowacyjnym, poprawiać to, co jest złe, ale nie psuć tego, co już działa dobrze, nie wywracać wszystkiego do góry nogami, „bo na Zachodzie jest inaczej”.  Musimy mieć więcej pokory wobec demokracji poprzednich pokoleń. By przedmiot nie stracił swojej wartości, należy go konserwować.

C: Jakie były według Pana wydarzenia w polskiej historii, które miały największy wpływ na środowiska prawicowe dzisiaj? A dla Pana osobiście, co miało największe znaczenie historyczne?

SRP: Historyczne wydarzenia w naszym życiu, to również nasza osobista historia, dlatego tak często jesteśmy do niej bardzo silnie przywiązani. Myślę że dla poprzedniego pokolenia momentem przełomowym był okres 1980-81 (porozumienia sierpniowe, ale i stan wojenny), później 1989, a dla nas rok 2004 (wejście do UE), czy ostatnio 2010 r., czyli katastrofa smoleńska. Tak już jest, że największy wpływ na obywateli mają te wydarzenia, które skupiają w sobie zarówno aspekt społeczny, polityczny, historyczny i religijny, jak i niosą ze sobą silne emocje. Dzięki nim te wydarzenia zmieniają się w etapy, ułatwiające nam poruszanie się w historii współczesnej i zakorzeniają się w naszej zbiorowej świadomości.

C: Jeśli chodzi o historię, czy uważa Pan, ze dojście do prawdy obiektywnej jest w ogóle  możliwe? Mam tu na myśli, np. niemal nienaruszalny mit AK w Polsce, podczas gdy niezaprzeczalnym faktem jest również antysemityzm, który w tych środowiskach istniał. Nie wiadomo jedynie, w jakich proporcjach. Albo postać Romana Dmowskiego, ktory dla jednych jest bohaterem, dla innych – wręcz przeciwnie….

SRP: „Quid est veritas” (Co to jest prawda)? Pytał Piłat Chrystusa i usłyszał odpowiedź „Vir est qui ades” (Człowiek, który stoi przed tobą). Prawda przede wszystkim jest jedna, należy do niej dążyć, nie zatrzymywać się na ustaleniu „swojej prawdy”.

A Historia to etapy, to tworzenie mitów i nie może odbiegać nie tyle od rzeczywistości teraz, co od realiów przeszłości. Przed wojną antysemityzm był „innym” antysemityzmem niż teraz. Bez całego tego krwawego bagażu. Był jednym z poglądów anty, na tle narodowościowym. Tak jak dziś ktoś nie lubi Francuzów, czy Amerykanów. Dodatkowo warto zaznaczyć, że w AK nie zajmowano się wymianą poglądów, tylko ratowaniem Ojczyzny, współrodaków oraz kierowaniem polskim państwem w czasie okupacji.  Bardzo mi przykro, ale kto dziś próbuje deprecjonować ich działania bzdurnymi teoriami o ich antysemityzmie jest świnią.

C: Nie chodzi mi o deprecjonowanie AK, w żadnym wypadku, a raczej o uporanie się z – czasem niewygodną – prawdą historyczną, w nawiązaniu do tej uczciwości, o której sam Pan wcześniej wspominał. Jeśli – jak rozumiem – prawica dąży do ujawnienia prawdy o zbrodniach czasów PRL, to czy również pamięci o ciemnych plamach czasów wojennych (np. antysemityzmie w AK i wśród „Żołnierzy Wyklętych”, pogromach Żydów) nie powinno się podobnie uporządkować – aby zamiast dalej drążyć te tematy i prześcigać się w szukaniu kontrargumentów, zamknąć je i przejść dalej – do współczesności?

SRP: Przede wszystkim musimy zachować miary – inaczej zaczynamy odpływać i to z pewnością nie zbliża nas do poszukiwanej prawdy. Naziści i komuniści – to oprawcy. Polacy i Żydzi – to ofiary. Szczucie jednych ofiar na drugie prowadzi do zrównania kata z ofiarą. Poza tym zrównanie lustracji, czy żądania odpowiedzialności czerwonych oprawców z budowaniem niesprawiedliwych teorii na podstawie analizy światopoglądu ofiar, prowadzi do tego, że młody Niemiec słyszy o jakichś „nazistach”, którzy kojarzą mu się z jakimiś przybyszami z innej planety, bądź oprychami ze współczesnych bojówek neonazistowskich, jakich w Niemczech sporo, a do tego usłyszy, że w AK byli antysemici i w głowie już układa się równanie AK, Żołnierze Wyklęci = Hitler. Proste, a jakże szkodliwe i kłamliwe równanie.

C: Jako człowiek z zewnątrz mam wrażenie, że debata polityczna w Polsce jest często na bardzo niskim poziomie cywilizacyjnym, tzn. jej cechami charakterystycznymi są ciosy poniżej pasa, osobiste poniżanie się nawzajem, przerost formy nad treścią, itp. Czy ma Pan podobne wrażenie? Czy to jest polska specjalność? Czy jest jakaś szansa na to, aby to zjawisko „odchwaścić”?

SRP: Zdecydowanie nie zgadzam się z teorią że jest to „polska specyfika”. W ogóle nie podoba mi się utożsamianie złych cech z Polską, Polakami. Nie można udawać, że nie widzimy naszych wad, ale na wzór „Polaka” powinny się składać najlepsze, nie najgorsze nasze cechy. Szczególnie, gdy się prezentujemy na zewnątrz. Jeśli sami siebie nie będziemy szanować, to jak mają uszanować inni? Polecam czytelnikom tego wywiadu krótką refleksję. O czym świadczy fakt (niedawno były badania na ten temat), że obcokrajowcy mają lepsze skojarzenie ze słowem „Polacy” niż sami Polacy? Mam taki mini-apel:  zmieniajmy się, poprawiajmy błędy, ale przestańmy wszystkie cechy złe, jakie widzimy wśród części Polaków nazywać „polską cechą”. I jeszcze jedno. To nie jest „ten kraj”, tylko „nasz kraj”.

Co do debaty publicznej, to oczywiście, że jest ona na coraz niższym poziomie, ale to powinno nas mobilizować by podciągnąć poziom edukacji i przekazu publicznego.

C: Ostatnio zauważyłam, że w debatach politycznych pojawiają się ostre słowa na określenie prawicy, np. „faszyzm”, które – jak myślę – zaistniało pod wpływem jakiegoś wydarzenia, albo czyjegoś komentarza. I zaczęło być używane – a raczej nadużywane – w jakimś sarkastycznym tonie, którego żadna osoba z zewnątrz nie jest w stanie zrozumieć, przynajmniej ja mogę się tylko domyślać. Mimo, że z pozoru mały drobiazg, w mediach zagranicznych jest to zjawisko niedopuszczalne, bo wszystko jest wiele razy tłumaczone, z przypisami, z szacunku dla czytelnika.  O co więc chodzi z „faszyzmem” w określeniu do prawicy?

SRP: Strasznie źle się stało, że do walki bieżącej użyto tak radyklanego przejaskrawienia, jakim jest nazwanie kogoś „faszystą”. Zaczęła „Gazeta Wyborcza” a teraz doszło do tego, że pozwala sobie na to nawet minister Bartłomiej Sienkiewicz i sam premier najjaśniejszej Rzeczpospolitej. To głupie, niedojrzałe, krótkowzroczne, ale jednocześnie też i niebezpieczne. Jeśli dziesiątki razy będziemy krzyczeć „wilk przyszedł”, to gdy przyjdzie naprawdę, wszyscy będą się tylko śmiać.

Z drugiej strony to nakręca spirale ideologiczną. Część pomyśli „skoro nazywają mnie radykałem, mimo, iż nim nie jestem, to teraz im pokażę” – i się radykalizuje. Jak z tymi słynnymi napisami faszystowskimi, które jak się okazało, namazała organizacja zajmująca się… zwalczaniem faszyzmu. Wszystko po to, by pokazać że ich praca ma sens, bo problem istnieje. Że sami go wyprodukowali? Tego ich malutki rozumek nie ogarnia. Siedzą w piaskownicy i rzucają łopatkami.

C:  Wiele osób przeraża zjawisko prymitywnych i bezczelnych NOP-owych „kiboli”. Ale jeszcze bardziej przeraża ich, że środowiska prawicowe zdają się popierać tego typu zachowania (jak pokazywała ostatnio reakcja na epizod z prof. Baumannem we Wrocławiu). Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

SRP: Właśnie, to jest to, o czym mówiłem. Łączenie protestu zwykłych ludzi przeciwko czerwonemu ubekowi z realnym faszystowskim radykalizmem rozmywa temat. Skoro młodzi ludzie protestują przeciwko promocji komunisty na polskiej uczelni, to powinniśmy się cieszyć. Tak, jak nie może być przyzwolenia dla jednego prawicowego radykalizmu (faszyzmu), tak nie może być dla tego drugiego, dużo krwawszego przecież (komunizmu). Dla naszego wspólnego dobra.

C: Co powinien zrobić premier Tusk i PO, aby podtrzymać władzę? Jakie były i są ich „grzechy główne”?

SRP: Przede wszystkim powinien chcieć zmieniać kraj i być uczciwym. Nie chciał realnej zmiany, a zachowania tego chorego systemu i odrzucił uczciwość na rzecz kłamstwa. Cała reszta to konsekwencja tej podstawowej decyzji.

C: Czy myślał Pan o założeniu nowej partii prawicowej? Czy są takie plany w prawicowych kręgach?

SRP: Powiem tak: nie zakładajmy kolejnych partii, zacznijmy pracę dla Polski. Nasza ojczyzna nie zmieni się od prześcigania się w medialnych przedstawieniach, do których sprowadza się aktywność nowych partii na prawicy. W moim wypadku jest to praca dziennikarza i na razie nie planuję zmian.

C: Na koniec mam pytanie z gatunku „miękkich”: jaką książkę czytał Pan ostatnio?

SRP: „Metody manipulacji XXI wieku” Marcina Niewalda, wcześniej „Cień tajnych służb” Doroty Kani, a teraz jestem w trakcie „Antykaczyzmu” prof. Ryszarda Legutko. Polecam każdą z tych książek.

Copyright©cosmopolla 2013

Autorstwa Samuela Pereiry:

Artykuly na plwolnosci.pl

List do Braci Lemingów

O nowej książce „Antykaczyzm” z autorem prof. Ryszardem Legutko rozmawia Samuel Pereira

Reklamy

5 komentarzy do “Zacznijmy pracę dla Polski – wywiad z Samuelem Rodrigo Pereirą

  1. Pingback: Zacznijmy pracę dla Polski – wywiad z Samuelem Rodrigo Pereirą | kwestierozne

  2. autor pisze: „Jeśli chodzi o historię, czy uważa Pan, ze dojście do prawdy obiektywnej jest w ogóle możliwe? Mam tu na myśli, np. niemal nienaruszalny mit AK w Polsce, podczas gdy niezaprzeczalnym faktem jest również antysemityzm, który w tych środowiskach istniał.”

    za wikipedią: Według raportu, jaki w 1945 roku pułkownik Nikołaj Seliwanowski (sowiecki doradca przy MBP) pisał do Ławrientija Berii wiadomo, że Żydzi stanowili 18,7% wśród ogółu pracowników MBP, ale aż 50% wśród zajmujących stanowiska kierownicze. Odsetek Żydów w MBP regularnie wzrastał przekraczając podobno w późniejszym okresie 37% ogółu. Był to duży odsetek, gdyż w okresie powojennym Żydzi w Polsce stanowili mniej niż 1% w społeczeństwie na skutek zagłady dokonanej przez III Rzeszę.

    to nie chodzi o antysemityzm, tu chodzi o PRAWDĘ. żydostwo wymordowało naszych Patriotów, błędem jest także oddzielanie komuny od żydostwa (marks, engels, lenin, trocki itd – same żydy). dlatego drogi autorze polecam najpierw liznąć trochę historii a potem dopiero pisac o antysemityzmie.

  3. znasz autorze takie nazwiska jak Witold PILECKI? Hieronim DEKUTOWSKI „ZAPORA”? Zygmunt SZENDZIELARZ „Łupaszko”? Danuta SIEDZIKÓWNA „Inka”? Józef FRANCZAK? to nasi wspaniali AKowcy, zamordowani po wojnie przez żydokomunę za walkę o Wolną Polskę. a antysemitą nie jest ten, kto nie lubi żydów, a tek, kogo żydzi nie lubią.

  4. Kim jest ten chlopiec- Pereira??? A moze powinien swoje sredniowieczne poglady plodzic w Kolumbii albo w Chile?? Gowniarz z kozia brodka i probujacy sie przebic na swinskiej scenie wolskiej polityki. Chlopcze zawroc z drogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s